GRUSZY TAKIEJ W KIJOWIE NIE MA

 

       GRUSZY TAKIEJ W KIJOWIE NIE MA

 

20220309 074338k

Zdj. rodzinne. Zrobione w 1966 r. w alei parkowej w Krzywym Rogu , ówczesnym mieście zamkniętym, gdzie nic nie można było dokumentować. Do którego można było wjechać na specjalne zezwolenie. W którym podczas pobytu co kilka dni należało meldować się w komendzie milicji, w celu konfrontacji tożsamości. W tym mieście urodził się dzisiejszy prezydent Ukrainy. Jest pochodzenia żydowskiego tak jak stojące tu dwie moje kuzynki. Pozostałe osoby to moi rodzice, brat wujek ciciocie w tym ciocia Nina i inne kuzynki

Jamy lato 2007 rok

Na cmentarzu w Ostrowie Lubelskim jest pomnik, a na nim nazwiska zamordowanych w czasie II wojny światowej. Ciocia uważnie je czytała, a w końcu rzekła: Proszę cię, zawieź mnie do Jam. Nie był to dla mnie problem. Prośba Cioci wzbudziła mą ciekawość, lecz nie dziwiła, gdyż na cmentarnym pomniku zauważyłem również jej nazwisko rodowe. Gdy jechaliśmy, była zamyślona, dwa, może trzy razy szepnęła pytająco: Czy rośnie tam ta grusza? Jaka grusza ? - spytałem. Moja – odpowiedziała. Jak Cioci? Przecież Ciocia tu nie mieszkała? Mieszkałam, rzekła. Nie pytałem dalej, wkrótce wjechaliśmy do wsi.

Dziecięcy los

Helena i Konstanty byli wyznania prawosławnego, mieszkali w Kolechowicach, mieli dwoje dzieci - syna Hipolita i urodzoną w 1938 r. córkę, czyli ciocię Ninę. Nastała wojna, ta w 1941 r. W wiosce pojawili się uciekinierzy z Majdanka. Byli to wzięci uprzednio do niewoli czerwonoarmiści, których miejscowi poukrywali. To samo zrobili rodzice Niny. Jeden z ukrywanych wpadł w ręce niemieckie i wydał, kto i gdzie ukrywa Rosjan. 22 maja 1943 r. Niemcy przyjechali i zabrali matkę Niny, wywieziono ją do Rudki Kijańskiej, tam na dziedzińcu szkoły przy współudziale dzieci volksdetchów z HJ została zakatowana i z litości dobita strazłem pistoletowym. Ciało wrzucono do bagna. Rodzina musiała długo starać się, aby móc ją godnie pochować. Nina trafiła do babci Antoniny. 29 lipca 1945 r. Niemcy wjechali i do niej, babcia chwyciła dziewczynkę na ręce. Niemiec podszedł i zrzucił dziecko z rąk babci, a starą kobietę dołączył do już „wyłapanych”. Razem z nią wszystkich rozstrzelano. W obejściu zostały dwie dziewczynki. Jedną przygarnęła rodzina ( rodzice) wujka Niny, a ją zabrał stryj Stefan do Jam.

Jamy 1943

Stryj był dobrym człowiekiem, lecz przeżycia dziewczynki z Kolechowic spowodowały, że szukała sobie azylu, miejsca gdzie mogłaby czuć się bezpiecznie. Znalazła je w ogrodzie wujka. W jej wyobraźni od nieszczęść chroniła ją rosnąca tam grusza. Granice bezpieczeństwa wyznaczał cień drzewa a jego korona była dla niej swoistym parasolem chroniącym nie tylko od warunków atmosferycznych.. 9 października 1943 r gdy z gruszy opadały już zóltawe liście Niemcy zabrali i zamordowali jako zakładnika wujka Stefana w publicznej egzekucji w Ostrowie Lubelskim. Niebawem dziecko zabrała siostra matki ciocia Stefania, z którą wróciła do jej domu w Kolechowicach. Miała szczęście. 8 marca 1944 r. nastąpiła pacyfikacja wsi Jamy. Ponieważ ojciec Konstanty zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w Uścimowie a brat Hipolit poległ w partyzantce świat jej krewnych po pacyfikacji skurczył się znacznie.

Jamy 2007 r.

Wizytę w Jamach zaczęliśmy od kościoła katolickiego, na którego ścianie wyeksponowana jest ufundowana przez Teresę i Mieczysława Daniel tablica ze stu kilkudziesięcioma nazwiskami osób zabitych podczas pacyfikacji, co spowodowało, że kościół stał się swoistym pomnikiem pamięci. Ciocia stała dłuższą chwilę, co jest zrozumiałe. Kilka osób spośród tam wymienionych nosiło jej nazwisko, jedna o inaczej brzmiącym, była rodzoną siostrą Jej ojca. Podjechaliśmy pod dom, którego niegdyś właścicielem był jej wuj Stefan. Dom nie był już w rękach jego rodziny.

Wyzwolenie 1944 r.

W Kolechowicach mieszkała u cioci Stefanii i jej męża Teofila, wychowywała się razem z ich córkami Leoniłą i Zinaidą. Rano 22(?) lipca weszło Wojsko Polskie. Jednak wolność okazała się gorzka. Wyzwolenie oraz odwetowe nastawienie przybywających z Wołynia osadników obudziło również zakusy niektórych starych mieszkańców wsi, którzy odgrażali się prawosławnym z Kolechowic. Dla nich byli to zwykli Ukraińcy, też winni wołyńskiej tragedii. Rozpoczęła się psychoza strachu i oczekiwanie na zemstę za niepopełnione winy. Niestety, wspierana przez władzę. Strach musiał być wielki, gdyż już w 1944 roku wujostwo Stefania i Teofil zdecydowali się wyjechać na Ukrainę. Zabrali ze sobą Ninę. Była dla nich trzecią córką. Ojcowiznę opuściła także rodzina wujka Stefana z Jam.

Na Ukrainie

W 1944 r. Ciocia z wujostwem i kuzynkami zamieszkała blisko Krzywego Rogu. Początkowo nie chciała uczyć się nowego języka, jednak w skutek choroby przemogła się. Ukończyła studia, jest hydrologiem, posiada tytuł naukowy, jest autorką kilku specjalistycznych podręczników akademickich. Wyszła za mąż, mąż też był znanym geologiem - odkrywcą złóż ropy naftowej w jednej z dawnych republik, niestety zmarł wiele lat temu. Ciocia zamieszka w Kijowie, ma jedną córkę, wnuka i zięcia - jednego z pierwszych uczestników akcji ratowniczej w Czarnobylu

Jamy 2007 r.

Wyszedł do nas gospodarz. Powiedziałem mu, że pani, która jest ze mną. to moja ciocia, przyjechała z Ukrainy. Mieszkała w jego obejściu w czasie wojny, a gdy się bała, chroniła się pod gruszą, która gdzieś tu rosła i że Ciocia ma jedną małą prośbę, chciałaby zobaczyć tylko tę gruszę, oczywiście, jeśli jeszcze rośnie. Gospodarz spojrzał na rejestrację naszego samochodu, GBY i próbowal zachęcać nas, byśmy sobie pojechali i nigdy tu nie wracali. W końcu poddenerwowany powiedziałem mu, że niech się nie obawia, bo nikt tu po jego ziemię nie przyjedzie, a nam chodzi tylko o gruszę. Cioci zależy, by zobaczyć gruszę, Tu chodzi o gruszę! - niemal krzyknąłem. - A skąd mam wiedzieć, że ta pani tu była ? – odpowiedział. Spytałem czy jest tu jeszcze ktoś z dawnych mieszkańców. Okazało się, że żyła matka gospodarza, była w domu, ale jak twierdził, ma Altzheimera i kompletnie nic nie pamięta. Panie, mówię mu, tu są moje dokumenty, powiedz pan tylko, czy jest, czy nie ma tej gruszy. Ciocia, widząc, że nie dojdziemy do porozumienia, powiedziała, byśmy wracali do Ostrowa. Wtedy z sieni domu usłyszeliśmy kobiecy głos: - Nina, to ty? I w drzwiach ukazała się stara kobieta. Jak widać cudownie uzdrowiona, płakała , ciocia zresztą też. Niemal zaczęto robić przyjęcie. Niestety dowiedzieliśmy się, że grusza dawno temu uschła i została ścięta. Nie mogliśmy zostać dłużej, wróciliśmy do Ostrowa.

Luty 2022 r.

Gdy na niebie pojawiły się rosyjskie samoloty, rodzina w Polsce zaproponowała jej, by pakowała się i z najbliższymi przyjechała do Bytowa na Kaszuby. Mimo szczerych intencji i zapewnień, że nie będzie kłopotem, odmówiła opuszczenia Kijowa. Nie chce się tułać, nie chce być ciężarem, choć wcale by nim nie była. Chce pozostać we własnym domu. Powiedziała: Mam zapasy i umiem żyć, gdy jest ciężko, a gdy nie będę dawać rady, to zadzwonię. Mojej gruszy już nie ma, dlatego boję się, jak inni, ale u was też nie ma gruszy, więc strach będzie zawsze przy mnie i jeśli ma tak być, to najlepiej we własnym domu. Obecnie w kierunku Kijowa strzelają armaty, lecą wystrzeliwane rakiety, nadlatują bombardujące samoloty. Kto wie? Może, ci zrzucający bomby i strzelający z różnej broni są potomkami tych, którym Jej rodzice i krewni pomagali przeżyć tamtą wojnę z Niemcami i za co oddali życie, pozostawiając swoje dzieci sierotami?  

                                                                                                                                

Ostrów Lubelski - Jamy - Kolechowice

Zdjęcia: Michał Buczyński, Andrzej Szutowicz

Tekst: Andrzej Szutowicz

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Wiadomości z regionu

  • Jak cię widzą, tak cię piszą. Osoby, które znalazły się w naszej galerii zdjęć, najwyraźniej nie słyszały o tym przysłowiu. Skarpety w sandałach, przezroczyste legginsy, a pod nimi stringi, wylewające się "boczki" z przyciasnych spodni... to tylko niektóre z przykładów.
  • W tym roku średni wydatek na wyprawkę szkolną dla jednego ucznia wyniesie 347 zł – tak wynika z cyklicznego badania Barometr Providenta. Rodzice twierdzą, że najwięcej wydadzą na podręczniki (w przypadku uczniów szkół średnich), ubrania i urządzenia elektroniczne. Ile trzeba zapłacić za konkretne przybory szkolne? Najtańszy 16-kartkowy zeszyt w promocji kupimy w jednym z dyskontów już za około złotówkę. Cena grubszych zeszytów dobrej jakości, z limitowanych serii, jest już wyższa. Za najdroższe tego typu produkty trzeba zapłacić kilkanaście złotych. Co ciekawe, zeszyt z czasów PRL kosztuje w sieci 30 zł.
  • W nocy z 11 na 12 sierpnia mija pięć lat od nawałnicy, która odebrała życie sześciu osobom, w tym dwóm harcerkom przebywającym na obozie w osadzie Suszek nieopodal Rytla. Wiatr zniszczył ogromne połacie lasów. Tylko na Pomorzu w nadleśnictwach Rytel i Lipusz, z powierzchni ziemi zniknęły drzewa na powierzchni prawie 10 tys. hektarów. To tyle, ile zajęłoby 14 005 boisk piłkarskich o wielkości tego znajdującego się na Polsat Plus Arenie w Gdańsku. Jak dzisiaj, pięć lat po nawałnicy, wyglądają tereny nieopodal Rytla?

Komisariat SG Brzeźno

Wyślij Widokówkę

koperta

logo eop 210